Kończymy wspólnie przeżywany, kolejny rok- 2011; dni naszych rekolekcji, dni pielgrzymki, spotkań...zmartwień, radości... Jakże trudno mierzyć się z czasem, danym nam do przeżycia. To z tej niemocy, niewiedzy przychodzą do nas te ludzkie słabości, nieudolne ucieczki od problemów, zmartwienia. Nie mamy często siły , aby podnieść to nasze brzemienne życie do pionu, do gotowości w stawaniu z podniesionym czołem, przed tym co łamie, przygniata...
A tu Jezus przychodzi znowu, w niezrozumiały nam sposób, tak zwykły, a jednocześnie niezwykły, że nie potrafimy sobie tego ciągle wyobrazić - bo żeby się narodził, to potrzeba tego stanu błogosławionego - Adwentu.
Jeżeli Jezus ma przyjść na świat dla mnie, to ja muszę Go już wcześniej nosić w sobie. Może człowiek jest tym bardziej tajemnicą, że nosi w sobie sekret tego poczęcia. Sekret dla niego samego. Sekret nawrócenia.
Mamy za sobą zwykły, podobny do innych lat - czas. Czas , w którym traciliśmy dla wygody, dla "mieć". zatracaliśmy promyki piękna, przez przestawienie akcentu w naszym życiu.
Zauważmy jednak, że piękno tej jesieni, przedłużone słonecznym szelestem kolorowych liści, otwiera nam oczy na coś nowego, innego niż to, co minie z odchodzącym rokiem .
Coś się kończy, a jednocześnie zaczyna. Kończy się kalendarz- pełen zdarzeń; zawirowań, upadków, powrotów, uniesień, zwycięstw, ale zaczyna się czas nadziei, że jutro bogate w nowe spotkania, w nowe przyjaźnie, w nowe Słowo- musi narodzić się z bogactwa naszej przemiany, a nie żeby zapełnić pustkę wypalenia. Z taką nadzieją wejdźmy w czas łaski i darów, które Bóg przygotował dla nas na nowy rok pracy nad sobą.
Sabina z Wałbrzycha





