Nie chowajmy głowy w piasek

PYTAMY Ks. Wiesława Kondratowicza, dyrektora Diecezjalnego Ośrodka Duszpasterstwa Trzeźwości w Kowalewie

Od wielu lat pracuje Ksiądz z osobami uzależnionymi od alkoholu. Dlaczego zajął się Ksiądz tego typu duszpasterstwem?
Bo sam – jako młody ksiądz – miałem problem z alkoholem. Trafiłem do grupy Anonimowych Alkoholików w Poznaniu. Na początku mojego trzeźwienia spotkałem też sługę Bożego ks. prof. Franciszka Blachnickiego, który mnie właściwie ukierunkował na pomaganie innym, szczególnie księżom. To jest mój charyzmat. Tak go odczytuję i jestem za to wdzięczny Bogu.

Jak długo Ksiądz pił?

Intensywny rozwój choroby, kiedy zaczęła ona już przechodzić z etapu krytycznego w przewlekły, trwał u mnie sześć lat. Gdy patrzę z perspektywy czasu i mojej obecnej wiedzy na temat alkoholizmu, widzę że predyspozycje do choroby alkoholowej miałem już w młodości. Alkohol za mnie coś robił, lepiej się czułem, lepiej grałem w zespole muzycznym. Jak graliśmy na zabawach, ciągnęliśmy wino za kulisami, a mnie się wydawało, że granie i śpiewanie lepiej wychodzi…

A potem, w okresie kapłańskim?

Parafianie często specjalnie na kolędę chowali koniak, który w latach 70 był rarytasem. I do tego ta subkultura zachowań i przekonanie, że wszyscy w Polsce piją. Niepijący jest postrzegany jak kosmita. Więc nie jest żadnym zgorszeniem, że ksiądz też wypije kieliszek czy dwa. Ale w mieście na jedną trasę kolędową było 20 albo 30 mieszkań i niemal w każdym ktoś czekał z kieliszkiem. Można sobie wyobrazić, czym to się kończyło. I często zaczynał się ciąg…

Nie ma Ksiądz problemu z mówieniem o swoich problemach? Do niedawna alkoholizm księży był tematem tabu…

Dopóki będziemy chowali głowę w piasek albo udawali, że nie ma tego problemu albo że jest on marginalny, nie będzie to sprzyjać jego rzetelnemu rozwiązaniu. Musimy – jako kapłani, biskupi, teologowie – uznać, że alkoholizm jest chorobą. Niektórzy mówią, że ksiądz ulega alkoholizmowi z własnej winy, bo przecież ma słowo Boże, sakramenty, swoje kapłaństwo, więc nie powinien sięgać po kieliszek. Ale ja bez przerwy powtarzam, że to sięganie po kieliszek nie jest przecież złośliwe. Oni nie mówią: „ja się teraz upiję, bo jestem alkoholikiem. Gdyby tak było, wtedy możemy dyskutować o winie moralnej. Natomiast jeżeli człowiek nagle budzi się, trzęsie, wie, że nie kontroluje swojego picia, to on jest po prostu chory. Jest to zespół zależności alkoholowej i może na niego zapaść każdy człowiek, także ksiądz.

Co Ksiądz robi, gdy do konfesjonału przychodzi alkoholik?

Kiedy przychodzi rasowy alkoholik i zaczyna się spowiadać, zazwyczaj mówi, że nadużywa alkoholu. Pytam więc, co to znaczy? Nadużywałeś, upiłeś się, film ci się urwał? Po paru pytaniach już wiem, czy mam do czynienia z alkoholikiem. Wtedy mówię mu: dobrze się składa albo miałeś pecha, bo trafiłeś na spowiednika, który też jest alkoholikiem. Tylko różnica między nami jest taka, że ty dwa tygodnie temu piłeś, z czego się spowiadasz, a ja już nie piję 32 lata. Mówię też, że jest wspólnota AA, która mu pomoże. I tak naprawdę nic więcej nie mogę zrobić. Nie mogę w konfesjonale bawić się w terapeutę.

W jaki sposób kapłani mogą pomóc rodzinom, w których jest problem alkoholowy?

Każdy proboszcz, kapłan musi zacząć od dobrego przygotowania siebie. Warto korzystać z pomocy fachowców, którzy przeszkolą księży, powiedzą, jakie są objawy choroby alkoholowej, jak reagować w konkretnych przypadkach, jakich słów używać. Nie wystarczy – mówiąc trywialnie – stuła i kropidło. To jest tak specyficzna choroba, że tu nie można mieć własnych pomysłów. Przeszkolony, świadomy ksiądz będzie wiedział, że gdy przyjdą anonimowi alkoholicy z prośbą o salę na spotkania, ma ją im udostępnić z pocałowaniem w rękę, a nie mówić: co, wy macie tu zamiar pić? Won mi stąd!
Dzisiaj w Polsce, przy tak dużym zasięgu alkoholizmu, każda parafia powinna dać miejsce dobrej grupie AA, jeśli tylko ma możliwość. Byłem przy zakładaniu wielu grup i wiem, jak wszystko fajnie idzie, jeśli jest zrozumienie ze strony kapłana.

NOT. JAG  Za: Echo Katolickie – link do zaprzyjaźnionej strony : Echo Katolickie

Alkohol nie wybiera

Kościół katolicki co roku, na początku sierpnia wzywa do abstynencji. Niektórzy księża mówią wprost: „wiem, co to alkoholizm, bo sam jestem alkoholikiem.
Choroba alkoholowa dotyka ludzi różnych zawodów, również księży. – Nie jest to żadną sensacją – mówi ks. Andrzej Kieliszek, terapeuta, który od lat pracuje z alkoholikami. – Sutanna czy święcenia kapłańskie nie chronią przed chorobami, w tym także przed chorobą alkoholową – zaznacza.
Stereotypy

Zapytany, jak ludzie, parafianie reagują na księdza-alkoholika, podkreśla, że w naszym społeczeństwie uwarunkowane jest to często poprzez stereotypowe postrzeganie pijaństwa. – Alkoholik jest odbierany nie tyle jako człowiek chory, co jako degenerat czy ktoś z marginesu społecznego. Nie patrzy się na alkoholizm w wymiarze chorobowym, diagnostycznym, przeważnie od razu dokonujemy oceny moralnej – tłumaczy ks. Andrzej, który od lat pomaga osobom uzależnionym. – To jest też powód, przez który alkoholikowi trudno się przyznać, że jest alkoholikiem i zdecydować się na leczenie odwykowe. To dotyczy każdego człowieka, także księdza czy nawet szczególnie księdza. Niewątpliwie procentowo alkoholików wśród duchownych jest mniej niż wśród osób świeckich, dlatego, że w środowisku kapłanów rzadziej używa się alkoholu.

Inne powody

Badania mówią, że 20% populacji to ludzie skłonni do uzależnień. Ujawni się ono wtedy, kiedy ktoś będzie używał środka odurzającego. W przypadku księży to ryzyko jest mniejsze, bo i okazji nie mają aż tylu. Jednak ksiądz alkoholik nie ma ani łatwiej, ani trudniej. Jeżeli odmówi wypicia, zdziwienie jest mniejsze niż w przypadku człowieka świeckiego. Z drugiej strony często jest sam, z dala od rodziny, a musi być wsparciem dla parafian. Dlatego sięganie po alkohol dla rozluźnienia czasem przeradza się w nałóg. Mechanizm jest taki sam, jak w przypadku człowieka świeckiego. Jeżeli już zdecyduje się na zmianę swego życia, na życie w abstynencji, problemem może być odprawianie Mszy św. Dlatego istnieje możliwość uzyskania dyspensy od biskupa diecezjalnego, na mocy której można odprawiać Mszę na soku z winogron. Nie wszyscy księża z tego korzystają.
– Często tak jest, że ksiądz odprawia Msze św. na minimalnej ilości wina – wyjaśnia ks. Kieliszek. – A ponieważ patrzy na to przez pryzmat wiary i widzi w kielichu nie tyle wino, co Krew Chrystusa, nie sprawia to, iż wpada w jakieś picie niekontrolowane, w jakiś ciąg alkoholowy.

Wiara pomaga zawsze

W ruchu AA podkreśla się, że samemu bardzo trudno uporać się z problemem i – oprócz wsparcia fachowców – potrzebna jest wiara. Księża alkoholicy są doskonałym przykładem, jak bardzo Bóg pomaga w walce z uzależnieniem.
– Ksiądz będzie miał większą skłonność do ukrywania się ze swoim alkoholizmem, do wstydu, będzie głębiej odczuwać poczucie winy z powodu picia czy zachowań nim spowodowanych – mówi ks. Kieliszek. – Z drugiej strony ma wiarę, Boga, jest z nim blisko, a to bardzo pomaga – podkreśla. Jednak, jak zaznacza, nie jest zwolennikiem tworzenia ośrodków odwykowych specjalnie dla księży: – Jeżeli ktoś jest na terapii, musi swoje kapłaństwo w pewnym sensie odłożyć na bok, zrównać się z innymi, bo inaczej nic z tego nie wyjdzie. Spotykam się czasami z tym, że ksiądz niezbyt dojrzale podchodzi do terapii, bo niby jest na terapii, a robi wrażenie, jakby zbierał materiały do swojej pracy duszpasterskiej, żeby lepiej trafić do innych pijących. Bywa też, że kapłan skupia się nie na sobie, by swój problem rozwiązać, lecz na rozwiązywaniu problemów religijno-moralnych innych pacjentów. A przecież tu trzeba wszystko odłożyć, skoncentrować się na swoich problemach, dać sobie pomoc. Tylko przy takim podejściu terapia poskutkuje.

Wystarczy zrozumieć

Jak zauważa ks. A. Kieliszek, ksiądz należy do zawodów, które – według terapeutów – uchodzą za szczególnie oporne na leczenie, podobnie jak np. nauczyciele, lekarze, prawnicy. – Chodzi o takich ludzi, którzy z racji wykonywania swojego zawodu są nastawieni na to, by pomagać innym, pouczać ich, a w chorobie alkoholowej trzeba się trochę zniżyć, nabrać pokory, podporządkować się zaleceniom – zaznacza ks. Andrzej.
W przypadku pijącego kapłana, który sam nie radzi sobie z problemem może interweniować biskup. I takie przypadki się zdarzają. Jest duże zrozumienia ze strony naszego biskupa – zaznacza ks. Kieliszek. – Byłem zaskoczony, kiedy bp Zbigniew Kiernikowski, tuż po tym jak objął swoje stanowisko, przyjechał do mnie do Krzeska w sprawie pewnego kapłana. Pytał, jak ja to widzę, interesował się sprawą i wykazał pełne zrozumienie dla księdza – wspomina i dodaje, że równie duże zrozumienie dla księży alkoholików panuje w środowisku świeckim. – W Krzesku prowadzone są różne spotkania i zajęcia terapeutyczne dla byłych pacjentów oddziałów odwykowych. Czasami przyjeżdżali tam też księża, którzy razem z innymi korzystali z zajęć. Pamiętam jednego – przyjechał na takie weekendowe zajęcia i w niedzielę odprawiał ze mną w koncelebrze Mszę św. Na koniec zabrał głos i po prostu powiedział ludziom, że jest tutaj razem z alkoholikami, bo sam nim jest i korzysta ze wsparcia Ośrodka Trzeźwości w Krzesku, że jest wdzięczny parafianom za to, że alkoholicy mogą do Krzeska przyjeżdżać, że mogą korzystać z obiektów parafialnych, że spotykają się z taką życzliwością ze strony tutejszych mieszkańców. Powiedział to w tak szczery sposób, od serca, że ludziom aż łezka się zakręciła w oku – opowiada ks. Kieliszek.

JAG. Za : Echo Katolickie Link do :  Strona zaprzyjaźniona : Echo Katolickie

Spotkanie w szpitalu

Odpoczywać i świętować….

Tradycyjnie już od prawie dwudziestu już lat, w trzecią niedzielę adwentu, pacjenci aktualnie odbywający terapię na Oddziale Leczenia Uzależnień Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Bolesławcu a także tzw. „absolwenci tego oddziału oraz trzeźwiejący alkoholicy ich rodziny i sympatycy ludzi zdrowiejących spotykają się by uczestniczyć we Mszy św. oraz złożyć sobie wzajemnie świąteczne życzenia Pogody Ducha i wytrwałości na drodze ku trzeźwości. Spotkania te odbywają się przy wydatnej pomocy Dyrekcji Szpitala oraz terapeutów i personelu medycznego Oddziału Leczenia Uzależnień.

W Księdze Rodzaju w rozdziale 1 opisane jest dzieło Pana Boga związane ze stworzeniem świata, natomiast w rozdziale 2 napisane jest: „A gdy Bóg ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym odpoczął /Rdz 2.2/  i w tym samym rozdziale napisane jest: „Wtedy Bóg pobłogosławił ów siódmy dzień i uczynił go świętym /Rdz 2.3/ a na innym miejscu: „Stworzył, więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył /Rdz 1.27/.

W dziele stworzenia w naturę ludzką wpisane, więc zostały te wartości: praca, odpoczynek i świętowanie. I te wartości były kanwą homilii ks. Bronisława Piśnickiego, Diecezjalnego Duszpasterza Trzeźwości Diecezji Legnickiej, wygłoszonej podczas Mszy św. sprawowanej w niedzielę 14 grudnia 2014r. w Wojewódzkim Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Bolesławcu. Msza św. rozpoczynała coroczne spotkanie opłatkowe. Przypomnienie sobie tych wartości ludzkiej natury było dla mnie wielkim darem, jaki zabrałem z tego spotkania opłatkowego. Odpoczywając, więc podczas świąt Bożego Narodzenia, ale także i w każdą niedzielę nie zapominajmy o świętowaniu. Kulminacją zaś tego świętowania niech będzie udział w Eucharystycznej Ofierze Mszy świętej, podczas której na Bożym ołtarzu złożymy nasze dziękczynienie i nasze prośby.

Niech naszemu świętowaniu towarzyszy radość, zewnętrznym objawem radości jest uśmiech, uśmiechając się do drugiego człowieka, nawet wtedy, gdy jest on w kiepskim nastroju zapraszamy go do uśmiechu i posyłamy mu światełko nadziei na poprawę, na lepsze dni, na zmianę trudnych chwil i o ten uśmiech apelował ks. Bronisław.

Po Mszy św. przy dźwiękach kolęd składaliśmy sobie najserdeczniejsze życzenia: Błogosławieństwa Bożego, Opieki Matki Bożej, Wesołych świąt, Szczęśliwego Nowego Roku, zdrowia, spełnienia marzeń, wytrwałości w trzeźwości i Pogody Ducha a na pożegnanie najczęściej było słychać ” Do zobaczenia na szlaku trzeźwości.

Prostowanie ścieżek

…dla Niego prostujcie ścieżki!

Słowa ewangelii przeznaczonej na drugą niedzielę adwentu, jakie dziś usłyszeliśmy podczas comiesięcznej Mszy świętej w Kościele Parafialnym p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bolesławcu na „Osiedlu Kwiatowym, która sprawowana była w intencji uwolnienia od wszelkich uzależnień, zapraszają nas wszystkich do zatrzymania się i pokornego spojrzenia „w głąb siebie, przyjrzenia się swoim słabościom, które tak często są powodem „upadku.

Prostować własne ścieżki to nic innego jak pokonywać zwykłe ludzkie słabości, nie szukać ich u bliźnich nawet tych najbliżej nas tych, których tak bardzo kochamy, chociaż to najłatwiej, ale po prostu zacząć od siebie samego.Zachowania takie są szczególnie bliskie dla osób uzależnionych i członków ich rodzin zwanych osobami współuzależnionymi. Niech wezwanie św. Jana Chrzciciela do prostowania ścieżek będzie dla nas zachęta do odwrócenia się od naszych grzechów i wyznania ich w sakramencie pokuty.

Jeden z kroków wspólnoty AA mówi o tym: „Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów i jest to warunek konieczny do postępu zdrowienia i radzenia sobie z chorobą uzależnienia.

Mądrość i doświadczenie ludzi zdrowiejących mówi, iż nic nie zrobimy bez Pomocy Pana Boga, dlatego szczególnie bliska i ważna dla nas stała się modlitwa, jaką zaproponował i poprowadził na zakończenie Mszy św. nasz opiekun duchowy ks. Józef Hupa a oto jej treść:

Modlitwa o uzdrowienie z nałogów:

Jeżeli doświadczyłeś/aś uzależnienia wzbudź w swoim wnętrzu szczerą intencję uzdrowienia:

Przychodzę do Ciebie, Duchu święty, po ratunek. Wyzwól mnie z uzależnień, w które się uwikłałem. Chcę je na zawsze odrzucić od siebie i nigdy do nich nie wracać. Wiesz, że własnymi siłami nie mogę zerwać z nimi. Oczyść moje ciało i duszę. Wzmocnij moją słabą wolę. Uwolnij od skutków, które te uzależnienia spowodowały. Napełnij mnie odwagą pójścia pod prąd obiegowym opiniom. Umocnij we mnie pragnienie życia w wewnętrznej wolności. Pomóż pokonywać Twoją mocą napięcia ciała i niewłaściwe pragnienia. Napełniaj mnie Bożym Słowem przez czytanie Pisma św. i płynącą z Eucharystii Bożą miłością, której mi stale brakuje. Kształtuj moje wnętrze i naucz mnie stawiać sobie wymagania.
Wierzę, że z Twoją pomocą stanę się człowiekiem nie tylko wolnym, ale i oddanym do Twojej dyspozycji. Pomóż mi jednak zachować stałą czujność, aby nie ulegać pokusom. Amen.

W liturgię Mszy św. poprzez czytanie słowa Bożego, śpiew Psalmu i Modlitwę Wiernych, aktywnie włączyli się ci, którym problem uwolnienia od choroby alkoholowej jest szczególnie bliski, czy to przez własne zmaganie się z tą chorobą, czy też przez chęć pomocy komuś bliskiemu, kto jeszcze nie dostrzegł tego, że można żyć inaczej i że warto żyć inaczej.

Po Mszy św. jak zawsze spotkaliśmy się w kawiarence parafialnej w gronie członków Bolesławieckiego Apostolatu Trzeźwości i Pomocy Rodzinie by z wyciągniętą pomocną dłonią służyć tym, którzy potrzebują pomocy dla siebie lub dla drugiego człowieka.

Żywe tabernakulum

Tytułowe określenie: „żywe tabernakulum – jakiego użył a następnie uzasadnił w homilii ks. Krzysztof Czadowski Wikariusz tutejszej parafii, podczas comiesięcznej Mszy świętej w Kościele Parafialnym pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bolesławcu na „Osiedlu Kwiatowym, która sprawowana była w intencji uwolnienia od wszelkich uzależnień, dla wielu z nas a dla mnie na pewno jest zaproszeniem do refleksji nad podstawą naszej ziemskiej pielgrzymki.
To określenie żywe tabernakulum jest dopełnieniem mojego wyboru drogi życia. Budowę każdego domu a więc i „domu mojej egzystencji rozpoczynamy od fundamentowania. Od tego czy zbuduję go na skale czy też na piasku zależy jego trwałość. Dom mojego życia mogę zbudować na piasku, czyli drugim człowieku lub też na skale, czyli na Jezusie Chrystusie. I od tego, jaka jest moja wiara zależy czy ten dom będzie na skale czy na piasku. Jeżeli wybrałem budowę moje domu życia na skale, czyli na Jezusie Chrystusie i jego nauce to konsekwentnie przyjmuję do swojego serca Pana Jezusa i wtedy moje serce staje się swoistym „żywym tabernakulum.Skoro, więc w moim sercu ma przebywać Pan Jezus to bardzo pragnę by ten dom, moje serce, to „żywe tabernakulum było jak najbardziej uporządkowane, jak najbardziej wysprzątane i jak najbardziej przyozdobione. Uporządkowane, czyli pełne wiary i nadziei, wysprzątane, czyli w stanie łaski i wolne od grzechu oraz przyozdobione, czyli pełne miłości do Pana Boga i drugiego człowieka.

W liturgię Mszy św. poprzez czytanie słowa Bożego, śpiew Psalmu i Modlitwę Wiernych, aktywnie włączyli się ci, którym problem uwolnienia od choroby alkoholowej jest szczególnie bliski, czy to przez własne zmaganie się z tą chorobą, czy też przez chęć pomocy komuś bliskiemu, kto jeszcze nie dostrzegł tego, że można żyć inaczej i że warto żyć inaczej.

Po Mszy św. w kawiarence parafialnej spotkaliśmy się w gronie członków Bolesławieckiego Apostolatu Trzeźwości i Pomocy Rodzinie oraz naszych sympatyków i wymieniliśmy swoje spostrzeżenia na temat owoców naszej działalności oraz tego, co jeszcze możemy zrobić dla człowieka, który wciąż jeszcze cierpi. Na tych, którzy potrzebują pomocy dla siebie lub dla drugiego człowieka, będziemy oczekiwali z wyciągniętą pomocną dłonią po Mszy św. wieczornej w pierwszą niedzielę grudnia.

Apostolat Rejonu Bolesławieckiego
Diecezjalnego Duszpasterstwa Trzeźwości

zaprasza na

Mszę świętą
w intencji uwolnienia od uzależnień,

która sprawowana będzie w
Kościele pw.  Najświętszego Serca Pana Jezusa
w Bolesławcu przy ul. Jarzębinowej 49 / Osiedle Kwiatowe/

w niedzielę 07 grudnia 2014r. o godz. 1800.

Po Mszy św. w kawiarence parafialnej spotkanie informacyjne dla osób
potrzebujących pomocy lub pragnących pomóc innym.

ks. Józef Hupa
proboszcz
Opiekun Duchowy Apostolatu

Rekolekcje „Jesień 2014″

W dniach 10-12.10.2014 w Zagórzu śl. w Diecezjalnym Ośrodku „CARITAS”, odbyło się cykliczne- 43 – spotkanie rekolekcyjne, dla osób uzależnionych i ich rodzin. Temat przewodni, to słowa św. Pawła :”KU WOLNOśCI WYSWOBODZIŁ NAS CHRYSTUS”  Jesienne rekolekcje, pod przewodnictwem i duchową opieką ks. Bronisława, a także O.Pawła,  ks. Roberta, O.Andrzeja,  ks. Sławomira, były zorganizowane wspólnie z KRUCJATĄ WYZWOLENIA CZŁOWIEKA [ KWC], której założeniem jest :  „DOBROWOLNA  ABSTYNENCJA  JAKO  SKUTECZNY  ŚRODEK  DO  OSIĄGNIĘCIA  CELU, JAKIM JEST ZWALCZANIE  SPOŁECZNEJ  KLĘSKI  ALKOHOLIZMU I WSZELKICH ZNIEWOLEŁ.”
Metody działania KWC  to :

– Ewangelizacja , post i modlitwa

– Praca na rzecz trzeźwości narodu i społeczeństwa

– Współpraca z gminnymi i miejskimi komisjami ds. rozwiązywania problemów alkoholowych

– świadectwo trzeźwości na różnych uroczystościach : tworzenie i promowanie nowej kultury; organizowanie bez alkoholu chrzcin, komunii św,  wesel.

Po jednej z konferencji  ks. Bronisław powiedział: ” Przyjrzeliśmy się idei KWC  na tych rekolekcjach, aby zauważyć, że jest wiele wspólnego między dziełem, które realizuje Krucjata, a drogą trzeźwiejących alkoholików i ich bliskich. Czy nie jest to zachęta do współpracy? To jest propozycja, nie nakaz, nie przymus.”

Sobota jest zawsze bardzo bogata w doświadczenie Bożej Miłości. Spotkanie na zagórzańskich dróżkach z Maryją, z różańcem  i pięknem krajobrazu , pozwala łatwiej wyzwolić w sobie wolę zwycięstwa nad różnymi zniewoleniami. Sobota, to także dzień pojednania w sakramencie spowiedzi św.  Jak zawsze pomocni, nasi Przyjaciele proboszczowie,  ks Ryszard i ks Krzysztof, przysłali nam swoich wikarych z Jedliny Zdr. i z Mieroszowa. Dziękujemy, bo to wielka sprawa dla nas-celebrować JEZUSA z posprzątanym wnętrzem, świętować radość czystego  serca. Ta radość wzbudziła  chęć wstąpienia do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka i niektórzy spośród nas już na niedzielnej Eucharystii złożyli deklarację do KWC i wyjścia z uzależnień, bo alkoholizm nie jest jedynym uzależnieniem jaki nas trapi. .KWC pozwala pogłębiać życie w abstynencji, Krucjata, to” WALKA O ZIEMIĘ śWIĘTĄ, BO JESTEś śWIĄTYNIĄ DUCHA śWIĘTEGO, W TOBIE MIESZKA BÓG. On walczy o każdego z nas.”

Dziękujemy za trud przewodniczenia grupom, animatorom KWC: Iwonce i Markowi, Alince i Jankowi, Bogusi, a także Józkowi, Wiesi i Andrzejowi. Dziękujemy WSPANIAŁEJ DIAKONII MUZYCZNEJ : Jurkowi, Krzysiowi, Jankowi, Stasiowi, Andrzejowi i Antoniemu. Dzięki Wam rekolekcje nabrały CHARAKTERU i były spotkaniem człowieka z prawdą o sobie samym, z Bogiem, który daje radość i pięknem przyrody, która tutaj w Zagórzu śl. zawsze wzbogaca nasze pragnienie życia w harmonii z CUDEM BOżEGO  WYZWOLENIA.

Już teraz czekamy na kolejne, wiosenne rekolekcje, a za te, które właśnie się zakończyły
SERDECZNIE  DZIĘKUJEMY
W imieniu uczestników rekolekcji ” JESIEŁ 2014 ”
Sabina z Wałbrzycha

Wdzięczny Bogu za dar Trzeźwości

Droga z ciemności do światła…

Moje pokaleczone dzieciństwo miało wielki wpływ na dalsze moje życie, na kształtowanie się mojej osobowości. Libacje alkoholowe ojca, awantury, ciągłe upokorzenie, wstyd, bicie,  ciągły strach i niepewność jutra to namiastka mojego piekła, którego doświadczałem w młodym wieku. Wskutek tego narodziła się złość i nienawiść do świata i ojca ciągle pijanego, do całej mojej pokaleczonej rodziny. Oparcia szukałem na ulicy, która uczyła mnie pychy i chamstwa, pogardy do wszystkiego i wszystkich, ulicy która na przeżywany prze ze mnie ból dała mi złote lekarstwo – Alkohol…
Już wówczas nastąpił mój proces umierania podsycany alkoholem. Długotrwała walka leczenia w przychodniach , szpitalach, kolejne upadki, rozpacz moja i mojej rodziny…Leczenie antikolem, następne wszywki to dalsze bezowocne próby utrzymania abstynencji. Niekiedy dłuższe przerwy w piciu to: uczenie się miłości od żony , od dzieci miłości którą tak bardzo pragnąłem poczuć w rozdartym i chorym sercu, oraz tęsknota za ciepłem rodzinnym którego nie znałem i nie umiałem stworzyć. Nie było mi dane na tamten czas być człowiekiem trzeźwym. Moja pycha, egoizm, chore uczucia doprowadziły mnie do kolejnego upadku. Znalazłem się na samym dnie choroby alkoholowej, kiedy omamy słuchowe i wzrokowe pokazywały mi przedsionek piekła….   Byłem upadłym alkoholikiem , wykończonym potężną i zwodniczą siłą alkoholu.

Ludzka siła nie była w stanie mi pomóc. Jednak żyłem! Kolejny raz zawołałem nocą do Boga o pomoc! Dziś wierzę że tamtej nocy doznałem przebudzenia duchowego. Cząstka która się tliła w mym sercu, cząstka Miłości Bożej którą żadna siła nie może zniszczyć dała mi siłę bym z tego dna spojrzał na  krzyż mojej wiary, na Jezusa Cierpiącego, bym powstał i z wielką pokorą i żalem w sercu błagał o trzeźwe życie, o ratunek dla siebie, człowieka słabego, upadłego. Pan w swym miłosierdziu ofiarował mi „Dar Trzeźwości – wysłuchał modlitw: mojej mamusi, mojej rodziny i moich błagań.

Bardzo ważnym jest dla mnie ciągły rozwój duchowy i religijny. Pomaga mi w tym bezgraniczna ufność Bożemu Miłosierdziu a także udział w rekolekcjach , dniach skupienia, pielgrzymkach trzeźwościowych w miejscach takich jak: Częstochowa, Licheń, Góra św. Anny, Krzeszów –  przystankach na mojej drodze do Boga. Przystankach dających mi wolność i otwartość serca na drugiego człowieka. Dzisiaj wiem, że Bóg działa w moim życiu, podnosi w momentach mojej słabości to Boża terapia którą wdrażam każdego dnia mojego życia. Dziś nie pytam się Boga dlaczego to ja mam nieść krzyż choroby alkoholowej, dziś pytam dokąd mam iść i w modlitwach mówię: Niech się dzieje Twoja wola Panie!

Wdzięczny Bogu za dar Trzeźwości
Wiesław

Malutki jubileusz

„Jesteś Panie winnym krzewem a my jego latorośle, moc czerpiemy tylko z Ciebie, Ty w nas żyjesz Swą miłością – te słowa radosnej oazowej piosenki zabrzmiały w moim sercu po dzisiejszej wieczornej Mszy świętej w Kościele Parafialnym pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bolesławcu na „Osiedlu Kwiatowym, która jak co miesiąc sprawowana była w intencji uwolnienia od wszelkich uzależnień.
Ta Msza św. koncelebrowana, której przewodniczył ks. Józef Hupa proboszcz i opiekun duchowy naszego bolesławieckiego Apostolatu trzeźwości i pomocy rodzinie, to taki nasz wspólnotowy malutki jubileusz, to 10-ta Msza św. w intencji uwolnienia od wszelkich uzależnień w naszej parafii i naszej świątyni. Słowa na dzień dzisiejszy przeznaczonej Ewangelii św. o winnicy i złych rolnikach przypominają nam o tym, że winnicą Pana jest nasz Kościół i od nas tylko zależy czy wyda ona dobry owoc. Na tym przesłaniu oparł homilię ks. Krzysztof Czadowski Wikariusz tutejszej parafii. Ja z tej homilii zabrałem bardzo ważne stwierdzenie o tym, że ten owoc będzie dobry, kiedy my będziemy wolni a jeżeli będziemy wolni to będziemy pełni miłości, tak do Pana Boga jak i do bliźnich. Każdy z nas został powołany do określonej profesji, jeżeli więc ja będę wypełniał moje powołanie z miłością i w prawdzie to owoc będzie dobry i piękny i to nie tylko na zewnątrz ale i od środka, tak w wymiarze cielesnym jak i duchowym. W liturgię Mszy św. poprzez czytanie słowa Bożego, śpiew Psalmu i Modlitwę Wiernych, aktywnie włączyli się ci, którym problem uwolnienia od choroby alkoholowej jest szczególnie bliski, czy to przez własne zmaganie się z tą chorobą, czy też przez chęć pomocy komuś bliskiemu, kto jeszcze nie dostrzegł tego, że można żyć inaczej i że warto żyć inaczej. Radosne przezywanie liturgii Mszy św. ubogacili: Piotr z Lwówka śląskiego i jego gitara oraz członkinie Zespołu śpiewaczego działającego przy naszej parafii.
Po Mszy św. w kawiarence parafialnej spotkaliśmy się w gronie członków Bolesławieckiego Apostolatu Trzeźwości i Pomocy Rodzinie oraz naszych sympatyków. Tam też pieśnią uczciliśmy jubileusz 20-to lecia posługi w naszej parafii Pana Artura naszego kościelnego oraz wymieniliśmy swoje spostrzeżenia na temat owoców naszej działalności oraz tego, co jeszcze możemy zrobić dla człowieka, który wciąż jeszcze cierpi? Na tych, którzy potrzebują pomocy dla siebie lub dla drugiego człowieka, będziemy oczekiwali z wyciągniętą pomocną dłonią po Mszy św. wieczornej tym razem w drugą niedzielę listopada.

Apostolat Rejonu Bolesławieckiego

Diecezjalnego Duszpasterstwa Trzeźwości

zaprasza na

Mszę świętą

w intencji uwolnienia od uzależnień, która sprawowana będzie w

Kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa

w Bolesławcu przy ul. Jarzębinowej 49 / Osiedle Kwiatowe/

w niedzielę 09 listopada 2014r. o godz. 18.00

Po Mszy św. w kawiarence parafialnej spotkanie informacyjne dla osób potrzebujących pomocy lub pragnących pomóc innym.
ks. Józef Hupa  Opiekun Duchowy Apostolatu

Dla małżonków

Drodzy !

Uzależnienie od alkoholu staje się poważnym problemem nie tylko dla osoby dotkniętej tą chorobą. Niszczy też relacje małżeńskie. Pomimo uczestnictwa w  różnych formach terapii dla uzależnionych lub współuzależnionych, problemy w małżeństwach pozostają często nierozwiązane. Brakuje dialogu. Pozostaje pustka i bezsilność … I co dalej? Propozycją dającą szansę i nadzieją mogą być „SPOTKANIA MAŁżEŁSKIE .

Rekolekcje ” Spotkania Małżeńskie mają na celu pogłębienie więzi małżeńskiej, są pomocą w lepszym i głębszym zrozumieniu się nawzajem męża i żony. Stwarzają okazję do odnowienia i pogłębienia wspólnoty dwojga ludzi ze sobą i z Bogiem.

Dokonuje się to poprzez taką formę dialogu, która pomaga w  lepszym poznaniu samego siebie oraz współmałżonka, poznaniu swoich i jego uczuć oraz postaw. Dialog ten prowadzi do zwiększenia wzajemnego zaufania, zrozumienia intencji oraz zaakceptowania współmałżonka.
W skupieniu i oderwaniu od spraw codziennych, mąż i żona mają możliwość wspólnej refleksji nad  najgłębszymi sprawami ich życia. Zachowana jest całkowita tajemnica rozmowy.

„Spotkania Małżeńskie prowadzą trzy pary małżeńskie i ksiądz. Prowadzący dzielą się własnym doświadczeniem dialogu i proponują uczestnikom taką formę refleksji-dialogu, która będzie autentycznym spotkaniem w miłości , we dwoje.

„Spotkania Małżeńskie odbywają się we Lwówku śl. I Legnicy
Rozpoczynają się one w piątek o godz.18.00 a kończą w niedzielę ok.godz.15.00
Najbliższe terminy to :  od 28 do 30 listopada 2014 r

Zapraszamy !!!

„SPOTKANIA   MAŁżEŁSKIE
Dialog we dwoje

Czym są „SPOTKANIA  MAŁżEŁSKIE ?

·    są ruchem rekolekcyjnym, mającym na celu pogłębienie więzi małżeńskiej;
·     stwarzają okazję do odnowienia i pogłębienia wspólnoty dwojga ludzi pomiędzy sobą i z Bogiem;
·    prowadzą do zwiększenia wzajemnego zaufania, zrozumienia intencji oraz zaakceptowania współmałżonka;
·    uczą podstawowych zasad dialogu i umiejętności praktycznego stosowania ich w życiu, a przez to przyczyniają się do dobrej komunikacji w małżeństwie.
·    Nie ma na tych spotkaniach układu: prelegent słuchacz.
·    W skupieniu, w oderwaniu od kłopotów życia codziennego, małżonkowie rozmawiają ze sobą, odkrywają to, co w ich małżeństwie jest najważniejsze, odnajdują drogę do życia w jedności ze sobą.
·    Zachowana jest całkowita tajemnica rozmowy.
Kto może w nich uczestniczyć ?
·    każde małżeństwo bez względu na staż małżeński;
·    tak zwanym „dobrym małżeństwom SPOTKANIA pozwalają w nowy, głębszy sposób przeżyć i zrozumieć swoją wspólnotę;
·    dla innych małżeństw stanowią punkt zwrotny otwierają drogę do porozumienia.
W jakiej formie, gdzie i kiedy się odbywają ?
·    SPOTKANIA MAŁżEŁSKIE prowadzą trzy odpowiednio przygotowane pary małżeńskie oraz kapłan;
·   Są to spotkania weekendowe rozpoczynają się zawsze w piątek o godz. 18.00, a kończą w niedzielę o godz. 15.00;
·    Odbywają się w Ośrodku Rekolekcyjnym we Lwówku śl. i Legnicy

Najbliższe terminy to :  od 28 do 30 listopada 2014 r

Zgłoszenia przyjmują i bliższych informacji udzielają :
Irena i Ryszard Orzelscy
58-500 Jelenia Góra
ul. Malczewskiego 14/8
tel. (75) 64 32 539  kom.691 832 539     email:irena03@poczta.onet.pl
więcej na oficjalnej stronie internetowej : http://spotkaniamalzenskie.pl/

Zapraszamy !!!

Recepta

Jestem alkoholikiem. Z 35 lat mojego życia około dwudziestu  przepiłem. Były to lata przepełnione cierpieniem, bólem, beznadzieją – moją  i mojej rodziny. W skórze dorosłego, uzależnionego od alkoholu mężczyzny błąkał się po świecie niedorosły emocjonalnie mały chłopiec, szukający recepty na „nieradzenie sobie ze swoim życiem. Dzisiaj to wiem i mogę tak napisać, patrząc z perspektywy 19 go roku trzeźwości, w który niedawno wkroczyłem.

Jako nastolatek, sięgając po alkohol, szukałem między innymi pociechy, akceptacji i odwagi. Byłem bowiem chłopakiem wstydliwym i nieśmiałym. Miałem problemy z akceptacją siebie i otaczającej mnie rodzinnej rzeczywistości, w której mój o 2 lata starszy brat  był na świeczniku. Ja miałem go pilnie we wszystkim naśladować. No cóż , nie miałem ochoty być wzorowym synem dla rodziców, wnukiem dla „dziadków i uczniem w szkole. Bezskutecznie szukałem akceptacji u najbliższych. Rodzice nie potrafili mi pomóc, nie mieli czasu zajęci pracą i codziennymi obowiązkami. A tak naprawdę, to chyba nie umieli mi dać tego, czego tak bardzo pragnąłem miłości.

To był czas pierwszych uraz jakie zacząłem „hodować w sobie i pierwszych kontaktów z alkoholem. Jako 15 latek odlatywałem w swój własny świat marzeń i fantazji. Było lekko i przyjemnie. Łatwiej mi było zmierzyć się z rzeczywistością, która mnie dotykała tak boleśnie. I choć bardzo szybko zacząłem ponosić bardzo przykre i wstydliwe dla siebie konsekwencje, to coraz częściej szukałem okazji aby się napić. Dorastałem, skończyłem edukację i podjąłem pracę, założyłem rodzinę. Czas szybko mijał, coraz szybciej pijana karuzela nabierała rozpędu. A ja nie potrafiłem już z niej zejść na ziemię, dostrzec wokół siebie zatroskanie i ból moich bliskich. Teraz piłem po to aby żyć, nie umiałem już inaczej. Dzisiaj skóra mi cierpnie, kiedy pomyślę, ileż to uraz  zalęgło się we mnie w stosunku do tych, którzy starali się mi pomóc. Do żony, dzieci, rodziców, teściów,  do kolegów z pracy, sąsiadów, i wielu innych ludzi, czasem przypadkowo spotykanych. Od dawna nie rozumiałem swojego postępowania. Czułem, że jest ze mną coraz gorzej, nie umiałem już spojrzeć sobie w twarz. Nie chciałem słuchać prawdy o sobie od bliskich mi osób – mój ojciec pierwszy raz powiedział mi, że jestem alkoholikiem, kiedy skończyłem 19 lat. Cały czas oszukiwałem się, karmiąc się kolejnymi urazami i alkoholem, który nie potrafił już mnie znieczulić. A jeśli już, to na bardzo krótko. Dzisiaj wiem, że te  moje urazy były motorem napędowym dla mnie, aby znaleźć kolejną okazję do upicia się i w konsekwencji tego do coraz dłuższych ciągów alkoholowych. W ostatnich kilku latach prawie nie trzeźwiałem, alkohol lał się strumieniami.
Znalazłem swoje dno. Był wstyd, cierpienie, upokorzenie, poczucie wyrządzonych krzywd i przy tym wyrzuty sumienia, ogólna beznadzieja. Nie widziałem wyjścia z matni. Nie chciałem już żyć. Pomogli mi najbliżsi, na nich zawsze mogłem liczyć. Rozpoczął się dla mnie nowy czas czas trzeźwienia. Terapia, mityngi AA, warsztaty, rekolekcje i pielgrzymki trzeźwościowe, zloty do Częstochowy i Lichenia, działalność w stowarzyszeniu protrzeźwościowym. Dużo się działo w moim nowym życiu. Dzięki Bogu trwa to do dziś a wiara w Boga jest dzisiaj fundamentem mojego trzeźwienia. Wierzę, że moje nowe życie ma sens. Jest wyjątkowe i niepowtarzalne. I znalazłem wreszcie receptę na życie Wspólnotę Anonimowych Alkoholików. Za darmo otrzymałem to, czego szukałem przez te wszystkie przepite lata. Dzięki programowi 12 stu kroków i 12 stu tradycji mam szansę na życie w prawdzie. Na zmierzenie się z urazą, moim największym wrogiem, która czasami jeszcze powraca, jak we śnie małego dziecka straszna i niechciana zmora. Dzisiaj mam już pewność, że to uraza do drugiego człowieka i samego siebie  była  i czasami jeszcze jest jak „szlaban na normalne życie, który kradnie mi spokój, jasność umysłu, mąci w sercu i zatruwa je jak jadem. Wychodzą wtedy na jaw moje wady charakteru, nie potrafię  odnaleźć pogody ducha i tej codziennej radości  z życia, które otrzymałem na nowo. W tym stanie ducha znowu nie jestem  wolnym człowiekiem.

Bardzo trudno było mi pogodzić się z faktem, że niczego nie dostałem na zawsze i na wyłączność – tylko dla siebie. Alkoholizm to bardzo potężna, przebiegła i podstępna choroba. Podobnie jak urazy, które nosiłem w sobie latami. Dzisiaj wiem, że mogę żyć albo w prawdzie, albo w iluzji nie przebaczonych krzywd, powstałych w mojej chorej wyobraźni. Lekarstwem dla mnie jest pozbywanie się uraz od razu, na bieżąco, czyli spojrzenie prawdzie, tej otaczającej mnie rzeczywistości w oczy. Tak, umiem już popatrzeć ludziom i sobie w oczy. Staram się nie zwlekać i rozmawiać o pojawiających się urazach z innymi alkoholikami, często ze sponsorem. Ale nade wszystko uczę się powierzać je w modlitwie  Panu Bogu. Dzięki niemu poznałem mojego wroga, który zbyt często  zabierał mi wolność. Sprawiał, że byłem samotny, nie dostrzegałem wokół mnie żadnej życzliwej duszy. Wiem, że piłem, bo nie potrafiłem żyć we wspólnocie i nie odważyłem się w pijanym życiu na  uczciwość wobec siebie i ludzi. Dzisiaj zaczynam ze zrozumieniem dostrzegać siłę i moc Pierwszej Tradycji AA. Mówi ona o jedności, o tym, że jest ona najważniejsza, od niej to bowiem zależy czy będę nadal trzeźwiał, czy skorzystam z duchowego programu i jego zasad. Niosą one bowiem ze sobą tak ważne wartości jak miłość, szacunek i służba ale nade wszystko akceptacja i tolerancja.
Dzisiaj uczę się w pełni zrozumieć, że mam niezbywalne prawo od Pana Boga do tego, abym był tym kim jestem i szanował tych, którzy tak bardzo się ode mnie różnią. Wspólnota dała mi nadzieję. I daje nadal. Dzisiaj siłę do trzeźwego życia, odnajduję w życiu wspólnotowym w AA, w całym środowisku trzeźwościowym, w rodzinie, w kościele i w parafii, w pracy i wszędzie tam gdzie mogę spotkać drugiego człowieka. Tam szukam z nim wspólnoty ducha. Jak dobrze poszukam, to zawsze znajdę. I jeszcze jedno. Jest ktoś, kto zawsze ma dla mnie otwarte ramiona mój Bóg, taki jakim go dzisiaj pojmuję.

A – alkoholik